Studencka dieta

Studencka dieta

 

Artykuł dla młodzieży dorosłej lub ludzi o silnych nerwach lub – lepiej nie czytaj bo się zniesmaczysz

 

Jak wygląda życie studentów przekonałam się kiedyś mieszkając w budynku, w którym mieszkania były wynajmowane właśnie przede wszystkim studentom. Chyba były to czasy kiedy dbałość o spożywanie zdrowych, niskokalorycznych produktów bez glutenu nie było tak powszechne, albo wręcz nieznane, a może po prostu zupełnie przeoczone, niechciane, nielubiane.

A zresztą nie o odżywianiu to historia. Ale o piciu.

Mądra polska sentencja głosi, że pić to trzeba umieć. Oni nie umieli.

Owszem, pili dużo i bardzo dużo mieszali. Czego nie było w plecach chłopaków, którzy przychodzili na imprezę w piątek i wychodzili w przyszły piątek?

No więc tak: wino – było, piwo – było, wódka – była, whisky – była, był też dżin.

I kończyło się niestety tak, że chcąc nie chcąc na korytarzu dowiadywałam się mimowolnie jaka jest dieta studentów bo, a to na podłodze, a to na ścianie, a to na drzwiach, przetrawione i triumfalnie (przynajmniej takie robiło wrażenie) wydalone…..sałatki. Gdzie nie spojrzałam (a nie było wyjścia, żeby nie spojrzeć) sałatki…

Wiem, wydaje się Wam teraz, że jestem wścibska i jakoś tak mocniej przyglądałam się tym wydzielinom. No cóż – studencka dieta przelewała się przez barierki…

Nie. Ja po prostu mieszkałam na samej górze a oni na wszystkich innych piętrach.

No i na samej górze też, a jakże!……

Jak Cię widzą, tak Cię piszą. Może warto pomyśleć o tym co się robi i jak to wygląda z boku?

Autorką tekstu jest Karolina Zych